wtorek, 10 marca 2015

...domowej roboty

Zupełnie nie wiem czemu, ale kiedy pomyślałam dziś o czymś "domowej roboty", pierwszym skojarzeniem były maliny. Takie wiecie - w słoiczku, do herbaty. W moim domu nigdy się ich nie robiło. Własną produkcję uruchamiała czasem Babcia. Pycha!
maliny do herbaty
1

To takie skojarzenie 'znikąd'. Jeśli mam wymienić coś, co naprawdę wiąże się z naszą domową robotą, to wybór jest oczywisty:
pleśniak
Pół godziny szukałam zdjęcia, o którym myślałam. Nie znalazłam. Tę szarlotkę zrobiłam ja, ale pogląd na sprawę już macie

Niektórzy mówią na to pleśniak... Najprawdziwsza i najpyszniejsza domowa szarlotka!

Właściwie, jeśli o domową robotę chodzi, to muszę też wspomnieć o nalewkach Rodziców! Wiśniówka, pigwówka, cytrynówka, miętówka, porterówka, winogronówka... O czymś zapomniałam? Tak się rozwinęli na nasz ślub :) 


Coś czuję, że dzisiejsze wpisy będą bardzo smakowite :)


Pozdrawiam







Zdjęcie

5 komentarzy:

  1. Paulina Kinal10.03.2015, 17:29

    uwielbiam takie domowe rzeczy :) maliny, truskawki są pyszną osłodą w zimowe dni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmm, truskawki! Takie 'słoikowe' jadłam chyba tylko raz, ale rzeczywiście były pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Maliny wyglądają bosko! Jakbym chciała mieć taki słoiczek, chociaż jeden!

    OdpowiedzUsuń
  4. Heej, a moja szarlotka nie wygląda bosko? Żartuję sobie - maliny przebijają ją chociażby kolorami ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest boska też! Ale te malinki są takie cudne, kolorowe i pachną latem! Czuję to :D szarlotką jednak na pewno bym nie pogardziła! :D

    OdpowiedzUsuń

Podskoczę z radości, jeśli zostawisz mi tu małe słowo wsparcia, rady bądź konstruktywnej krytyki!